Większość z Was pewnie zastanawia się jak to jest, że cały sierpień po sklepach biegają zdesperowani rodzice w towarzystwie swoich pociech, którzy rozpaczliwie poszukują produktów związanych ze szkołą. Przecież tyle tego jest, w każdym sklepie zaczynają się promocje, regały pękają w szwach od zeszytów, długopisów, farbek i innych kolorowych przedmiotów. To jest taki banał zrobić wyprawkę do szkoły, że nikt nie rozumie tego niemal miesięcznego armagedonu rozgrywającego się w sklepowych przepychankach. Ja też nie rozumiałam tego zjawiska do dziś, kiedy to stanęłam przed półkami plującymi mi w twarz plecakami, piórnikami i innymi rzeczami.

Myślałam, że plecak, który jest 10 razy większy od mojego dziecka to będzie jedyne zmartwienie, ale okazało się, że poza plecakiem są jeszcze piórniki. Wiecie co to jest? Takie małe, warkowate albo prostokątne narzędzie do przechowywania długopisów, ołówków, kredek i pisaków. I wybór takiego piórnika nie jest łatwy, ponieważ z półek machają rękami Minionki, Autka, Smerfy, Football, Star Wars i wiele innych, więc jak tu wytłumaczyć dziecku, że może wybrac tylko jeden bo więcej nie zmieści sie do plecaka?

Następnie przychodzi pora na kredki. I poza samą ich ceną, która potrafi powalić na kolana to dochodzą jeszcze kolory – ja z dzieciństwa pamiętam czerwony, zielony, żółty, pomarańczowy, czarny, niebieski… taki klasyk kolorystyczny. Otóż w dzisiejszych czasach kredki umieją malować na złoto, srebrno, na milion odceni różu, łososia, purpury i są nawet przeźroczyste. Mają też zupełnie nowe kształty – są na przykład trójkątne i nie mieszczą się do ręki dziecka, a ważą przy tym tonę. To zdecydowanie wynalazek, który pozwala na prawidłowy rozwój i równe rysowanie ślaczków, a dodatkowo ćwiczy biceps. Niby zwykła kredka, a taka magia 🙂

Jako że nie mogłam się zdecydować to kupiłam całkiem spory zapas – podobno wystarczy na rok, ale to nie koniec niespodzianek. Teraz wszystkie te kredki, gumki, flamastry, farbki i inne rzeczy muszę podpisać. Może skończę do przyszłego roku, więc gdybym długo się nie pojawiała to będziecie wiedzieć co robię 😉

Jest jeszcze jedna rzecz, w którą nie wierzę pomimo, iż widnieje na spisie rzeczy niezbędnych do większości przedszkoli. Mogłabym poprosić żebyście typowali, ale chyba nie zgadniecie więc Wam pomogę. To jest papier toaletowy. Tadam! 🙂 Rozumiem, że dziecko musi mieć swój ręcznik, szczoteczkę do zębów i pastę, ale papier toaletowy moim zdaniem to przesada. Nie umiem też znaleźć logicznego wyjaśnienia, ponieważ nie przemawia za mną tłumaczenie, że to bardziej higieniczne, ani też że przedszkola nie stać na zakup papieru toaletowego, więc mam nadzieję, że ktoś z Was będzie umiał to wytłumaczyć 🙂