Oczami Christiana – patrzę i nie wierzę.

by | Aug 1, 2016 | Nowości | 1 comment

Ja, ogromna fanka trylogii Pięćdziesięciu Twarzy Grey’a, a przynajmniej trzech pierwszych tomów, czytam czwarty – mam nadzieję, że ostatni i nie wierzę własnym oczom. Niektóre zdania czytam dwa razy, ponieważ nie rozumiem co jest napisane. Moje pierwsze odczucie było takie, że to ze mną jest nie najlepiej, a że zabrałam się za tą książkę dość późną porą uznałam, że to zmęczenie nie pozwala mi na poprawne interpretowanie treści. Jednak kolejnego dnia sytuacja się powtarza i myślę, że po prostu nie będę się skupiać na jakimś jednym zdaniu. Czytając dalej napotykam kolejne frazy, których nie umiem rozszyfrować i kolejne i kolejne, aż w końcu natrafiam na takie cytaty:

  • “Widzę, maleńka, ale w tej chwili mnie to wali, bo nie mogę oderwać oczu od Twoich ust”
  • “Zamknij jej ryja, Grey!”
  • “OSTRE PUKANIE DO DRZWI. Otwieram i Taylor stoi na progu.
    – Dzień dobry, panie Grey.
    – Bry. Są gotowi?”
  • “Wal się. Odbieram Mię.”
  • “Dobra. Odpierdol się. Wal się. Po raz kolejny.”

Chwilami nawet zaczęłam się zastanawiać, czy to kontynuacja tej samej trylogii i okazuje się, że tak. Nagle znika obraz tego wspaniałego, uroczego małego chłopca, zagubionego w szarym świecie pozbawionym skrupułów. Chłopca szukającego ucieczki i pogrążającego się w mroku własnego umysłu. Nie ma tego Christiana, który wydawał się być elokwentny, wykształcony, szarmancki i inteligentny. Autorka, bądź też tłumacze (tego nie wiem, ponieważ miałam okazję zapoznać się tylko z wersją polską) przedstawiają nam Grey’a jako człowieka płytkiego, który jedyne co poddaje analizie to tyłek upragnionej kobiety, a nie tak miało być.

Pamiętam, jak po przeczytaniu pierwszego tomu trylogii zastanawiałam się, jak wyglądałaby ta książka, gdyby była pisana z perspektywy Greya, gdyby to jego emocje i uczucia były opisywane, a nie Anastasi. Liczyłam, że sama książka więcej zdradzałaby o Christianie, że przybliżyłaby nas do jego okrutnego dzieciństwa i wytłumaczyła skąd w Greyu poczucie, że to co robi jest złe. Zamiast tego, mamy powieloną opowieść pierwszego tomu z tanimi wstawkami, które chyba miały pokazać… męskość? Stanowczość? Nie wspomnę już o słowie “maleńka”, które pojawia się bardzo często i potrafi wystąpić nawet kilka razy na jednej stronie, a stron jest prawie 700. Szok. Niestety nie zbyt pozytywny.