Wypadałoby teraz napisać, że właściwie to nie wiem jak to się stało, że wstałam rano i poczułam, że muszę, że chcę, że odkryłam w sobie talent, pasję, miłość do języka i pisania… ale nie. Ja po prostu zaczęłam blogować z zazdrości 🙂 5 lat temu po urodzeniu dziecka, uświadomiłam sobie, że wiele rzeczy zmieniło się nieodwracalnie. Mój wolny czas, który niegdyś wypełniały imprezy, koncerty i życie towarzyskie nagle przemienił się w obliczanie spłaconych rat hipoteki i zmienianie pampersów. Ludzie, z którymi byłam blisko – a przynajmniej tak mi się wydawało zaczęli nadawać na innych falach. Oni opowiadali o tym co się wydarzyło na imprezie u Zośki, planowali wakacje i zastanawiali się, co będą robić w weekend, a ja zastanawiałam się jakie konto oszczędnościowe założyć swojemu dziecko, żeby niczego mu nie zabrakło, jaką przychodnie rodzinną wybrać, aby miało najlepszą opiekę i kiedy wreszcie pojawi się ktoś, kto choć przez chwilę ponosi 5 kg mojego szczęścia, kiedy ja opadałam z sił. I do tego mój mąż, który nagle postanowił stać się odpowiedzialną głową rodziny i zaczął pozycjonować strony internetowe. To był czas, kiedy on się rozwijał, tworzył, pracował, kupował kursy i szkolenia, stawał się lepszy, mądrzejszy, rozwijał się, a ja nadal byłam w tym samym miejscu, bo macierzyństwo nie wynagrodziło mi wszystkich nieszczęść świata. I to był moment, kiedy podjęłam decyzję, że ja też będę żyć w Internecie i założę blog.

Początki były trudne, ponieważ nic nie umiałam. A plan był wielki – nie śmiejcie się :), ponieważ to miał być blog światowy. O muzyce, sztuce, kulturze i wielu innych rzeczach. Zaczęło się od tworzenia portalu, który miał skupiać wszystkie informacje z całego świata właśnie w tematyce jak wyżej. Pomysł był średnio trafiony, bo przecież to były zwykłe podlinkowane artykuły, które można było znaleźć wszędzie, ale bardzo edukacyjny i owocny. Gdybym wtedy nie zrealizowała swoich pomysłów nie byłabym w miejscu, w którym jestem dzisiaj, nie poznałabym tych wszystkich wspaniałych ludzi, z którymi do dzisiaj mam bliski kontakt. A Ci ludzie zmotywowali mnie do nauki angielskiego, pokazali, że nie można się bać, że warto walczyć, sprawili, że dzisiaj jestem bardziej otwarta, że umiem poradzić sobie z wieloma sytuacjami, które kiedyś mnie przerastały, pomogli mi zbudować mnie samą od nowa. To ważne. Bo nawet gdybym dzisiaj uznała, że koniec z blogowaniem to jestem mądrzejsza o te wszystkie doświadczenia.

Zakładając Canaq chciałam zarabiać. Ale na czym? Nie wiem. 🙂 I bardzo szybko okazało się, że moją pasją nie jest pisanie samo w sobie, ale te wszystkie rzeczy techniczne, czyli jak to zrobić żeby było ładnie, estetycznie czy czytelnie. Jak zrobić coś czego jeszcze nie umiem, jak zmienić kod CSS, albo co dodać w HTML żeby osiągnąć zamierzony efekt. Idąc tym tropem rozpoczęłam przygodę z szablonami Elegant Themes i stworzyłam odrębną witrynę ElegantLab (obecnie tworzona w ramach Canaq), na której w języku polskim przygotowywałam wpisy techniczne dotyczące tych szablonów, ich obsługi, modyfikacji itp. Okazało się to strzałem w 10 i dało i daje do tej pory ogromną satysfakcję.

Niedawno stworzyliśmy z moim mężem stronę, na której recenzujemy produkty bankowe. Jest fajna. Lubię ją i lubię na niej pisać, ale to Canaq przynosi mi najwięcej radości. Czasem nie ma mnie tu tygodniami, ale nie dlatego, że nie chcę, tylko dlatego, że nie pozwalają mi na to bieżące obowiązki. Ale tutaj jest jak w domu. To taki azyl, przystań, w której odpoczywam. Nikt nie mówi mi co mam robić, jak napisać, nie ma tu szablonów, standardów i szufladek, które tak bardzo ograniczają. Tutaj mogę pisać o czym chce i co chce. Nie muszę chodzić na kompromisy, tłumaczyć się z tego co lubię, po co napisałam tak a nie inaczej, a dlaczego nie napisałam o tym, czy o tamtym, albo jak to będzie wyglądało przed tłumem. Przecież nikogo na siłę nie trzymam. Zapraszam, ale nie zmuszam 🙂

Kiedyś tu pewnie posprzątam 🙂 Ale kiedyś – nie teraz. To jest taki blog, który dojrzewa razem ze mną i z moimi pomysłami. Trochę ich jeszcze mam, ale brakuje na nie wszystkie czasu. Szkoda, że doba ma tylko 24 godziny bo chciałabym się bardziej zająć moim ulubieńcem. Chciałabym wysłać go na pierwsze strony Google i być dla niego takim wsparciem, jakim on jest dla mnie. I życzę Wam, Czytelnikom żebyście takie miejsce w Internecie mieli.